Wakacje tuż tuż!
To już ostatni numer MD przed wakacjami! Jeśli jeszcze nie macie kraty na brzuchu, to macie problem! Jednak przed nami jeszcze dwa miesiące, więc jeśli macie dość silnej woli i czytacie nasze pismo, to nie jesteście do końca na straconej pozycji.
Ci, którzy czytają moje wypociny na łamach MD lub mnie znają, wiedzą, że jestem wielkim zwolennikiem diet opartych na rotacyjnym, zmiennym spożyciu węglowodanów, bo wierzę, że to najszybszy i najprostszy sposób na poprawę formy większości z nas. Oczywiście, jeśli macie teraz wielki wiszący brzuch, to nie liczcie, że w tym sezonie nawet z moją pomocą zaszokujecie kogoś na plaży, przynajmniej nie w pozytywny sposób. Jeśli jednak trenowaliście kilka ostatnich miesięcy i wyglądacie OK, ale na brzuchu ciągle coś zalega, to pomogę wam w cztery tygodnie zerwać tę resztkę smalcu, żebyście mogli w sierpniu na wakacjach pokazać dumnie swój sześciopak.
Nasze miniprzygotowania rozłożymy na cztery tygodnie. Pierwszy tydzień poświęcamy na ustabilizowanie diety. Bez tego ciężko cokolwiek dalej wprowadzać, bo jeśli nie mamy żadnego punktu odniesienia, to nie wiemy czy jemy za dużo, za mało i jakie zmiany wprowadzać. Dlatego w pierwszym tygodniu oczyszczamy dietę i w zależności od tego ile jedliśmy wcześniej, ustalamy średnie stałe spożycie węglowodanów i białek. Dla ułatwienia naszych obliczeń zakładam, że jemy 400 g węgli i 300 g białka. Przez tydzień nie robimy żadnych zmian, jedząc codziennie to samo.
Od drugiego tygodnia obcinamy węglowodany o 50%, czyli na 200 g, białko pozostawiamy na tym samym poziomie 300 g. 200 g węgli mniej to deficyt 800 kcal – to dość dużo, dzięki czemu organizm łatwiej będzie spalał tłuszcz, choć tylko na początku. Gdy zorientuje się, że go głodzimy zwolni metabolizm, żeby przystosować się do mniejszej racji kalorii. Jeśli tak się stanie, spalanie tłuszczu ustanie, a zaczniemy gubić mięśnie, jako że nie są nam one potrzebne jako materiał zapasowy. Żeby do tego nie doszło musimy oszukać organizm i znów dorzucić węgli. Dlatego po pięciu dniach diety z 200 g węgli wracamy na dwa dni do 400 g. Dzięki temu podkręcimy metabolizm i podładujemy rezerwy uszczuplonego glikogenu mięśniowego, szczególnie, że od następnego tygodnia wchodzimy w jeszcze bardziej intensywną fazę diety.
W trzecim tygodniu diety obcinamy węgle jeszcze o połowę z połowy, czyli jemy tylko 100 g dziennie. Tak duży deficyt nie powinien trwać dłużej niż 3 dni, dlatego w czwartek podnosimy dawkę węgli do poziomu z poprzedniego tygodnia, czyli 200 g, potem na dwa dni wracamy znowu na 100 g i ostatni dzień w tym tygodniu znowu mocno doładowujemy, jak na początku diety, czyli wchodzimy ponownie na 400 g węgli. W dni ekstremalnie niskiej podaży węglowodanów możecie w ramach lepszej ochrony mięśni zwiększyć nieco spożycie białka, np. na 350 g dziennie, jednak w dni o wyższej ilości węgli obcinacie białko do stałej, początkowej ilości.
Ostatni, czwarty tydzień potraktujcie jako tydzień modelujący – jeśli musicie jeszcze spalić trochę tłuszczu powtórzcie to, co robiliście w trzecim tygodniu, jeśli straciliście nieco pełność mięśni, to powtórzcie tydzień drugi.
Oczywiście żeby wszystko wyszło zgodnie z planem, musicie też uwzględnić w naszej układance trening aerobowy. Osobiście nie jestem zwolennikiem zbyt dużej ilości treningu cardio – po to bawimy się dietą, żeby nie męczyć się nadmiarem cardio! Ale trochę cardio musicie robić. Wg mnie optymalna ilość to 4−5 sesji w tygodniu po 40−45 min. Jeśli potrzebujecie więcej, żeby zrobić formę, to znaczy, że wasza dieta nie jest wystarczająco dobra, jeśli będziecie robić mniej i będziecie mądrze kombinowali z węglami to zauważycie postępy, ale mogą nie być one wystarczająco szybkie. Dlatego postarajcie się wytrzymać te cztery tygodnie z taką dawką aerobów, to w końcu raptem 16−20 sesji w ciągu całego miesiąca! Żadna tragedia! No i w końcu w piątym tygodniu macie wolne, jedźcie na plażę i róbcie dobre wrażenie i pamiątkowe zdjęcia. Powodzenia!
Kolejne urodziny!
Jak co roku sezon wakacyjny zaczynam swoimi urodzinami! To data, która daje mi sygnał do zluzowania z dietą i treningami, bo oto zaczyna się okres regeneracji i odpoczynku, który potrwa nieprzerwanie do początku września. Oczywiście nie zaprzestaję w tym okresie treningów i nie rzucam całkowicie diety, w końcu trzeba się jakoś prezentować na plaży, ale korzystam z uroków lata pełną piersią.
Wróćmy na chwilę do mojego święta. W tym roku dostałem od żonki największy prezent w życiu i to dosłownie! Całe 600 kg prezentu w postaci konia! Wolf jest wielkim, karym, umięśnionym koniem oraz, jak się okazało, ma duży potencjał sportowy. Chodzi pod siodłem dopiero dwa miesiące, a wystartował już w dwóch zawodach skokowych i zdobył dla nas pierwszą nagrodę, tzw. FLO. Oczywiście, ja jeszcze nie skaczę, ale szkolę swoje umiejętności i kto wie, może kiedyś zobaczycie relację z innych zawodów niż kulturystyczne ze mną w roli głównej.
Żeby w tak krótkim czasie młody koń robił takie postępy, musi mieć świetne geny, ale również doskonałego trenera. Dlatego nasz koń pozostaje pod stałą opieką naszej trenerki Aliny Celmerowskiej i Bartka Wrońskiego ze stajni sportowej Nowina, 60 km od Poznania, gdzie szlifuje swoje umiejętności zarówno w skokach, jak i ujeżdżeniu. Dla informacji dodam, że Stajnia Nowina zajmuje się hodowlą koni sportowych, treningiem oraz sprzedażą koni. Do każdego konia podchodzą indywidualnie, zapewniają bardzo dobrą, fachową opiekę i bardzo miłą atmosferę. Gdybyście chcieli dowiedzieć się czegoś więcej, wszystkie informacje o stajni, ich usługach oraz ofercie znajdziecie na stronie www.stajnia-nowina.pl.
Główna impreza urodzinowa odbyła się jednak we Władysławowie, w hotelu Velaves, gdzie moja żonka przygotowała uroczyste przyjęcie z tortem, szampanem i całym szeregiem zabiegów SPA. Pobyczyliśmy się tam przez weekend i wróciliśmy do Poznania, zahaczając w drodze powrotnej o Powerpit Gym w Gdańsku, gdzie spaliłem nadmiar kalorii magazynowany przez weekend.
Fit For Fun Gym
Nasz klub hula już trzeci miesiąc! Podobnie jak Powerpit Gym w Gdańsku, tak Fit For Fun Gym w Poznaniu staje się mekką polskiej kulturystyki! Kilka razy w tygodniu odwiedzają nas różni zawodnicy i przelewają pot na naszym sprzęcie. Jeśli ktoś potrzebuje motywacji – tu na pewno ją znajdzie! Możecie tu spotkać na treningu praktycznie wszystkich wielkich naszego sportu jak np. Adama Adamskiego, Marka Olejniczka, a ostatnio, dwa tygodnie przed startem na ME odwiedził nas i trenował u nas Andrzej Maszewski.
Masza wyglądał niesamowicie! Wielki i pełny, jak to ma w zwyczaju, a do tego suchy i poprążkowany. Kto jeszcze nas nie odwiedził, niech zrobi to jak najszybciej! Zapraszam!