Zaczęło się, gdy byłem nastolatkiem
Wiem, że wielu zawodowców opowiada o tym, że od dziecka chcieli być kulturystami i dorastali, oglądając filmy z Arnoldem i Stallone. Ze mną tak nie było. Dorastałem w Bastrop w stanie Luizjana, 15-tysięcznym miasteczku, pięć godzin drogi od Nowego Orleanu. Gdy byłem w ósmej klasie, dostałem się do drużyny footballowej, Basset Junior High i uznałem, że dobrze byłoby się wzmocnić, przerzucając ciężary. Miałem 175 cm wzrostu i ważyłem 70 kg, ale byłem szczupły i nawet przy tak niewielkiej wadze – muskularny. W szkole była niewielka siłownia, gdzie się trochę pobujałem. Tak naprawdę, nie miałem najmniejszego pojęcia o treningu siłowym.
W następnym roku przeszedłem do szkoły średniej, gdzie kontynuowałem grę w football, a także zapisałem się do drużyny trójbojowej. Wtedy nie obchodziły mnie rozmiary, chciałem tylko zwiększyć siłę. Nauczyłem się podstaw wszystkich trzech bojów, ale nie byłem w tym najlepszy. Gdy zacząłem startować, mieściłem się już w kategorii do 82 kg, ale nie odnosiłem sukcesów. W czasie całej szkoły średniej najwyżej byłem chyba na 6. miejscu. Gdy kończyłem szkołę, robiłem około 225 kg w przysiadzie i martwym ciągu, ale na ławce wyciskałem zaledwie 127 kg. Ręce miałem wtedy już spore, to kwestia genetyki, mam to po mamie. Ma już 64 lata, ale ciągle sporą i silną łapkę! Dorastałem bez ojca, ale kilka razy w życiu go widziałem i jest zupełnie przeciętnej budowy ciała.
Football w college’u i siłownia wielkości dużej szafy
Po szkole średniej poszedłem do Grambling State University, gdzie grałem w football i studiowałem księgowość. Najdziwniejsze jest to, że zawodników drużyny footballowej karmiono tam naprawdę dobrze, ale siłownia była do niczego. Szkoła w jakiś sposób znajdowała pieniądze na nieograniczoną ilość steków i ziemniaków dla każdego z nas, a siłownia była niewiele większa niż mój pokój w akademiku, a poza tym mogliśmy z niej korzystać tylko od 5 do 7 rano! Była tam tylko ławka, para stojaków do siadów i kilka stłoczonych maszyn. Tylko kilku z nas w ogóle próbowało tam ćwiczyć. Większość chłopaków była po prostu wielka i tłusta, nie chciało im się robić nic poza treningami na boisku. Ja, gdy czułem potrzebę, wyciskałem, robiłem przysiady, ciągi, podrzuty i jakieś uginania. Ale i tak moje ręce były już spore. Kiedyś jeden z nauczycieli stwierdził, że mają na pewno ponad 50 cm. Stwierdziłem, że to niemożliwe, a on mnie pomierzył i wyszło, że mam 53 cm w łapie! A ważyłem wtedy zaledwie około 100 kg.
Więcej w październikowym wydaniu Muscular Development