Szyba przekąska
Ostatnio zacząłem pochłaniać nieco węglowodanów w czasie treningu (60 gramów). Wcześniej tak nie robiłem. Rezultatem tego działania jest rozrywająca skórę pompa i niesamowity wzrost wytrzymałości. Do tej pory druga połowa treningu była dla mnie prawdziwą batalią, jednak odkąd biorę aminokwasy na początku treningu i uzupełniam węgle w jego połowie, jestem pełen mocy przez cały trening.
Czytałem o twojej wysokotłuszczowej diecie przedstartowej. Chciałbym się dowiedzieć, jakie ilości węglowodanów, białek i tłuszczy powinienem spożywać poza sezonem? Moim celem jest podnoszenie masy mięśniowej, przy jak najmniejszym przyroście masy tłuszczowej.
Poza sezonem startowym polegam na prostej formule 1:1:1. Dla uproszczenia, za przykład weźmy stukilowego kulturystę. Rozkład składników odżywczych powinien wyglądać następująco:
300 gramów białka (3 gramy na kilogram masy ciała);
300 gramów węglowodanów;
130 gramów tłuszczów (więcej kalorii niż węglowodany i białko).
Głównym źródłem tłuszczów powinny być tłuszcze jednonienasycone, które są zdrowe dla serca. Nie przesadzaj z ilością niezbędnych kwasów tłuszczowych, gdyż zbyt dużo omega 3 zredukuje stany zapalne, co może się przełożyć na mniejsze przyrosty mięśni.
Wiecej o Trey’u Brewerze
Dobrze się dogaduję z Treyem. To dobry chłopak. Już w 2006 roku gadałem z nim przez telefon, a spotkaliśmy się wreszcie na Arnold Classic w 2007 roku, gdzie zjedliśmy razem obiad. Jego sylwetka jest zdecydowanie inna od mojej. Jest wielki i nie mam wątpliwości, że stanie się prawdziwą bestią. Każdy z nas ma mocne punkty, ale ja nigdy nie należałem do ludzi, którzy przyglądają się innym i czegoś im zazdroszczą. Jestem miarą sam dla siebie i będę tak dobry, jak pozwoli mi na to mój organizm. Trey’owi życzę powodzenia na Junior Nationals (które w momencie, gdy będziecie czytać te słowa będę już przeszłością).
W kulturystyce nie ma miejsca dla zielonych mutantów
Mówiąc o Trey’u chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. To naturalne, że ludzie porównują nas ze sobą, jesteśmy jednymi z najbardziej rozpoznawalnych kulturystów najcięższej kategorii młodego pokolenia. Takie porównywanie nie stanowi dla mnie problemu, jednak czasem komentarze są niegrzeczne czy wręcz chamskie. Ludzie, którzy nas nie znają publicznie nas atakują. Czy takie porównania nie powinny ograniczać się jedynie do subiektywnej oceny sylwetki? Nie ma powodów, by mieszać któregokolwiek z nas z błotem na forum. Tymczasem przydarza się to większości zawodników w naszej dyscyplinie sportu. Sądzę, że dzieje się tak ze względu na dysproporcję wpisaną w kulturystykę. W baseballu nawet, gdy nie jesteś powszechnie znany, możesz sobie spokojnie zagrać w jakimś towarzyskim spotkaniu. Tymczasem w kulturystyce różnica pomiędzy najlepszymi zawodnikami, a całą resztą jest ogromna. To sprawia, że środowisko jest bardzo podzielone. Każdy zawodowy sportowiec ma swą dumę i ego, kulturyści wcale nie są większymi egoistami niż inni. Ale w naszym sporcie ze względu na to, że stosunkowo niewiele osób może liczyć na nagrody finansowe, trzeba być atrakcyjnym dla publiczności i sponsorów także po zejściu ze sceny. Chodzi o sprzedaż produktu, który w ostatecznym rozrachunku trafia do was.
Evan na co dzień
Mały mechanik
Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo byłem zaangażowany w kulturystykę nawet w czasach, gdy była tylko moim hobby, a nie zawodem. Gdy nie ćwiczyłem, pogłębiałem swą wiedzę o odżywianiu. Teraz, gdy zostałem zawodowcem, wszystko co robię ma jakiś związek z kulturystyką. Lubię jednak czasem się od tego oderwać. Jednym z moich hobby jest restaurowanie klasycznych muscle carów z lat 60. Jako nastolatek odnowiłem wraz z ojcem Firebirda rocznik ‘69. Znaleźliśmy go w jakimś garażu w opłakanym stanie i odkupiliśmy za 500$. Ograniczyliśmy inne wydatki i zaopatrzyliśmy się w niezbędne części, odrestaurowaliśmy silnik, skrzynię, układ wydechowy i elektrykę. Nie zrobiliśmy tylko karoserii i lakieru. Moim marzeniem jest odnowienie Chevelle ’67 lub Impali ’64.
Kto gra z kim?
Możecie w to wierzyć lub nie, ale nigdy nie byłem zapalonym kibicem. Nie śledziłem wydarzeń sportowych. Ktoś mówił mi o jakimś wielkim meczu, a ja nie wiedziałem o co chodzi, kto gra z kim. Natomiast moja dziewczyna jest fanką zespołu Yankees, więc oglądam teraz baseball, ale to wszystko. Natomiast bardzo lubię łowić ryby. Mam przyjaciela, który jest zapalonym wędkarzem. Fajnie jest wypłynąć na Long Island Sound. To też sport…
Byłem tu, jadłem to…
Gdy mam chwilę na telewizję, oglądam zwykle programy takie jak Food Network czy Travel Channel. Uwielbiam program Anthony’ego Boudraina pt. „Bez rezerwacji”. To połączenie dwóch bardzo interesujących mnie spraw: jedzenia i kultury. Czas, który spędziłem we Włoszech zmienił moje widzenie świata. Zdałem sobie sprawę, jak ogromy jest i różnorodny. Ludzie, którzy nie podróżują wiele tracą. Na łożu śmierci chciałbym móc powiedzieć o sobie, że byłem w wielu ciekawych miejscach. Im więcej miejsc odwiedzisz, tym bardziej zdajesz sobie sprawę z tego, jak silne są więzi międzyludzkie. Gdybym był bardzo bogaty, spędzałbym mnóstwo czasu w podróży (oczywiście z moją zaufaną lodówką!).
Prawdziwy ambasador
Ostatnio byłem na pokazie Jaya Cutlera i muszę przyznać, że podziwianie w akcji Mr. Olympia jest bardzo motywujące. Nawet w ubraniu widać, że kawał z niego skurczybyka, ale zobaczenie go za sceną to zupełnie co innego. Zrozumiałem jak wiele jeszcze pracy przede mną. To było jak solidny kopniak w dupę. Nawet bez zwracania uwagi na sylwetkę, sam sposób, w jaki Jay się zachowuje jest bardzo motywujący. Czy spotyka się z szefami wielkich firm czy z fanami zawsze jest bardzo profesjonalny. Jest bardzo w ważne, by zawsze trzymać się zasad dobrego wychowania, to budzi szacunek. Nie dziwię się, że Jay został Mr. Olympia.