Sezon startowy od początku do końca
Witam wszystkich czytelników „Muscular Development” w numerze kończącym ten rok. W roku 2010 w moim życiu wiele się wydarzyło. Poznałem fitnesskę moich marzeń, otworzyłem sklep z suplementami w Warszawie, no i ciężko trenuję w nowym sezonie. Muszę przyznać, że ten sezon startowy był dla mnie najcięższy, a jednocześnie okazał się bardzo pouczający i zmienił wiele moich poglądów na kwestie diety.
Największym problemem podczas diety redukcyjnej jest utrata masy mięśniowej wraz ze spadkiem wagi. Przez cały rok pracujemy ciężko, by uzyskać te kilka kilogramów na wadze, które przy redukcji lecą z nas, jak woda z kranu! Irytujące, prawda? Jednak wcale nie musi tak być! Sam miałem zawsze ten problem, w ostatnich kilku tygodniach „gubiłem” 6–7 kg! Ech... W nowym sezonie postanowiłem zmienić podejście do odżywiania. Wprowadziłem kilka zmian oraz po przeglądzie lektur zacząłem kierować się nowymi czynnikami podczas ustalania składu diety. Moja ulubiona teoria to „Typy metaboliczne”. Uważam, że doskonale odzwierciedla ona nasze zapotrzebowanie na poszczególne składniki diety. W poprzednich numerach znajdziecie o tym więcej informacji – opisywałem w dwóch wydaniach dietę zakładającą typy metaboliczne.
Jako osoba o typie wolnym (tak, to nie pomyłka, mam ogromne skłonności do tycia), zastosowałem w mojej diecie dosyć wysoką podaż węglowodanów, a zarazem niską podaży tłuszczu. Węglowodany przyspieszają metabolizm, ponieważ są szybkim źródłem energii. Paradoksalnie osoby o szybkim metabolizmie mogą utyć od węglowodanów, ponieważ za szybko je trawią, a organizm nie umie zagospodarować takiej energii w jednym momencie. Wtedy odpowiednim wyborem są tłuszcze.
Idąc zgodnie z myślą Lukrecjusza: „Co jest pożywieniem jednego człowieka, jest gorzką trucizną dla innych”, musimy pamiętać, że każdy z nas jest inny i tym samym potrzebuje innego pożywienia. Faktem jest, że typowanie metaboliczne zadziałało na mnie, jak również na moich klientów.
Moja dieta w okresie budowy masy mięśniowej:
1. posiłek
50 g odżywki białkowej lub 10 białek jaj
100 g płatków owsianych
250 g truskawek
25 g masła orzechowego
2. posiłek
odżywka typu bulk, stosunek białka do węglowodanów 1:1 (niskotłuszczowa)
3., 4., 5. posiłek
160 g filetu z indyka lub 190 g ryby
100 g ryżu parabolicznego lub kaszy gryczanej
warzywa (brokuły, szpinak, pomidor)
1 łyżka stołowa oliwy z oliwek
6. posiłek
50 g odżywki białkowej
100 g płatków owsianych
25 g masła orzechowego
Do diety dochodziły również dwa posiłki oszukane w tygodniu. Nie pytajcie co jadłem, bo nie chcecie wiedzieć tego wiedzieć :)
Moja dieta w okresie redukcji tkanki tłuszczowej:
1. posiłek
50 g odżywki białkowej lub 10 białek jaj
50 g płatków owsianych
2., 3., 4., 5. posiłek
160 g filetu z indyka lub 190 g ryby
50 g ryżu parabolicznego lub kaszy gryczanej
warzywa (brokuły, szpinak, pomidor)
1 łyżka stołowa oliwy z oliwek
6. posiłek
50 g odżywki białkowej
50 g płatków owsianych
Redukcja – tym razem nie było tak źle!
Od samego początku mojej przygody z kulturystyką, podczas okresu redukcyjnego doskwiera mi brak „junk food”, czyli wszystkich śmieci, które tak bardzo lubię jeść. Życie bez kanapek, to dla mnie dramat. Wydaje się to śmieszne, ale cóż, lubię jeść. W poprzednim sezonie startowym napisałem artykuł o „cheat meal”, czyli tak zwanym „oszukanym posiłku”. Polega to na wprowadzeniu do diety dowolnie wybranego przez nas smakołyku, przy założeniu, że przez resztę tygodnia mamy dietę z ujemnym bilansem kalorycznym. Zabieg ten ma przyspieszyć metabolizm poprzez podniesienie tempa metabolizmu spoczynkowego. Jak wiemy, ograniczając wartość energetyczną diety, nasz metabolizm broni się. Obrona wygląda tak, że spowalnia on swoje obroty, przestawiając się w stan magazynowania. I to może dać fatalny rezultat! Zamiast spalać ten syf, my zaczynamy go odkładać albo jeszcze gorzej – tracimy mięśnie.
W tym sezonie wprowadziłem „cheat meal” do mojej diety. W każdą niedzielę chodziłem do Subway’a i zjadałem 30-centymetrową kanapkę, a do tego dwa ciasteczka owsiane z czekoladą. Byłem pod wrażeniem, ponieważ po upływie kilki tygodni tłuszcz się dalej spalał, lecz waga była podobna! Jadłem tak praktycznie do trzech tygodni przed pierwszym startem, aż musiałem zbijać wagę na siłę. Gdyby nie to, jadłbym do tygodnia przed zawodami. Wniosek? Czasem przesadzamy z obcinaniem kalorii w diecie, a przecież to takie proste – wystarczy jeść więcej.
Pierwsze zawody Grand Prix Pepa
Tydzień przed imprezą w Czechach zostałem namówiony przez Michała Karmowskiego na start w Grand Prix Pepa. Impreza była świetna, wystartowało wielu czołowych zawodników i zawodniczek z Polski. Byli: Adam Adamski, Tomek Pabiniak, Jakub Potocki, Mariusz Bałaziński, Anna Szczotka oraz wielu innych. Moim nieszczęściem było nietrafienie z wagą w kategorię do 80 kg. Zabrakło mi 2 kg! Nie pozostało mi nic innego, jak wystartować w kategorii do 90 kg. Od samego początku zdawałem sobie sprawę z tego, że jestem z góry przegrany, ponieważ będę znacznie odstawał masą mięśniową. Jednak muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z tego startu. Mimo, że zająłem 4. miejsce (co uważam za sukces przy mojej wadze) byłem dobrze przygotowany! Największe wrażenie zrobił na mnie bankiet po zawodach. Czechy słyną z bankietów, gościnności, oraz uprzejmości. Było doborowe towarzystwo i bawiłem się świetnie.
Eliminacje do Mistrzostw Świata w Kulturystyce Klasycznej – Kraków
Przygotowania trwały praktycznie cały rok, zaczynając od masy i kończąc na redukcji. Wszystko to miało tylko jeden cel – Mistrzostwa Świata! Pozostał mi ostatni etap przed imprezą – eliminacje. Odbyły się one w Krakowie wraz z Pucharem Krakowa w Kulturystyce Klasycznej. W Pucharze nie wystartowałem, ponieważ miałem lekką nadwagę w stosunku do limitu w kulturystyce klasycznej. Na eliminacjach startowało nas pięciu z jednej kategorii. Uzyskując najwięcej punktów z kategorii do 175 cm wzrostu, dostałem się do Teamu A.
Eliminacje były dla mnie również eksperymentem ładowania, który będę chciał powtórzyć na Mistrzostwach Świata, ponieważ byłem bardzo zadowolony z efektów. Jednak to ładowanie jest dosyć niebezpieczne, dlatego zacznę robić je dopiero w sobotę w nocy, kiedy będę już pewien, że nie wypiję żadnej wody. Ładowanie to opisywał w jednym z poprzednich numerów Radek Słodkiewicz i jak zawsze miał rację! Było to ładowanie jedzeniem, które zawiera dużą ilość kalorii oraz sód. Uprzedzam jednak, że można to stosować w jednodniowych zawodach lub dopiero po półfinale. Ważne jest, aby nie spożywać wody, w innym przypadku można zepsuć formę startową. Efekt uzyskany przed eliminacjami w Krakowie był powalający! Woda spod skóry uciekła do mięśni, a ja czułem się pękaty i naładowany jak nigdy dotąd.
Moje ładowanie wyglądało następująco:
- w nocy zjadłem słoik masła orzechowego
- od rana zjadłem 30-centymetrową kanapkę oraz trzy kawałki ciasta, pączka, paczkę ciastek
- na 4 godz. przed startem zjadłem kolejną 30-centymetrową kanapkę oraz cztery kawałki szarlotki
- na godzinę przed startem zjadłem cztery batony.
Efekt był świetny i pierwszy raz w życiu tak smakowała mi dieta w dniu zawodów. Teraz walczę w ostatnich tygodniach przed Mistrzostwami Świata, choć kiedy będziecie to czytali, będzie już po wszystkim! Jako, że pozostało mi kilka kilogramów do zbicia, wciąż będę wykonywał treningi aerobowe, a kaloryczność diety będzie w dużym stopniu uzależniona od wagi ciała.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim, którzy mnie wspierają oraz pomagają. Przede wszystkim dziękuje Natalii Mlekickiej, że wytrzymała moje ciężkie dni i huśtawki nastrojów.